Rachel
Obudziłam się czując pod sobą miękkie podłoże. Powoli wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam w szpitalnej sali. Wszędzie było nienaturalnie biało. Wstałam powoli i wyszłam na korytarz.
- Pusto...- pomyślałam. W całym korytarzu rozprzestrzeniała się taka sama biel, jak w uprzedniej sali. Ruszyłam powoli przed siebie rozglądając się bacznie dookoła. Gdy doszłam do końca...nie było tam nic...po prostu światło. Białe, rażące światło. Odwróciłam się, żeby nie oślepnąć i wróciłam się tą samą drogą, którą szłam przed chwilą. O co tu chodzi...? Nagle ktoś lub coś złapało mnie od tyłu. Szarpałam się i próbowałam go lub to uderzyć, ale bez skutku. Po chwili poczułam przeszywający mnie na wylot ból w brzuchu. Upadłam na ziemię martwa.
Obudziłam się z krzykiem. Nade mną stał Jackson, mama oraz Domi. Wszyscy sprawiali wrażenie zmartwionych.
- Rachi? Wszystko w porządku?- spytała Domi.
- T-Tak...- wyjąkałam.
- Strasznie krzyczałaś przez sen- wtrąciła się mama i mnie przytuliła.
- Co ci się śniło?- spytał Jackson.
- Nieważne. Jak dobrze że tu jesteście- wtuliłam się w mamę.
- Zawsze byliśmy- Domi uśmiechnęła się słabo.
- Czemu mielibyśmy nie być?- spytał mój brat.
- No bo....ech....- nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć. Jedyne co zrobiłam to mocniej wtuliłam się w mamę.
- Rachel...?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
- No bo...śniło mi się, że was nie było...- do oczu napłynęły mi łzy.
- Jak...?- wyszeptał.
- T-Ty...- wyszeptałam a z oczu poleciały mi łzy.
- Co?! Nie!! Nie wierzę!!- wybiegł z pokoju.
- Jackson!!- Domi za nim pobiegła.
- Wiedziałam, że to tak się skończy- rozpłakałam się bardziej.
- Ciii. Już nie płacz- mama mnie przytuliła. Usłyszałam dźwięki awantury i trzaskanie drzwiami. Nagle do pokoju wpadł Jackson. Jego oczy były czarne, a w zaciśniętej dłoni trzymał nóż. Podszedł do nas i chwycił mamę za gardło.
- Jackson!! Nie!! Zostaw ją!!!- odepchnęłam go, po czym razem z mamą wybiegłam z pokoju. Poleciałyśmy na górę. Usłyszałam jak Jackson wstaje i zaczyna za nami biec. Przeraziłam się nie na żarty. Moja rodzicielka wbiegła ze mną do mojego pokoju, i kazała schować mi się w szafie.
- Mamusiu ja n-nie...- nie dokończyłam, bo mi przerwała.
- Nie bój się kochanie. Jestem przy tobie- pocałowała mnie w czoło- Pamiętaj. Zawsze będę cię kochać- w tym momencie do pokoju wpadł rozwścieczony Jackson. Jego oczy były przepełnione furią. Mama stanęła przede mną- Jackson opamiętaj się!!- wrzasnęła.
- Hahaha!!- roześmiał się psychicznie, po czym bez wahania wbił mamie nóż w gardło. Jej martwe ciało opadło powoli na ziemię. Krzyczałam i płakałam ile wlezie. Mój sen...zaczyna się ziszczać!! Ja...Ja muszę ochronić Domi!! Szybko i sprawnie wyminęłam brata po czym wypadłam z domu i pognałam w stronę lasu, i jednocześnie- domu Domi. Słyszałam za sobą jego kroki... W moich oczach pojawiły się łzy. Mój sen staje się rzeczywistością. Nie wiem jak i czemu, ale jedno wiem na pewno: Muszę jak najszybciej dobiec do Domi i ją ochronić. Muszę zmienić bieg wydarzeń.
- Rachel!! Chodź do braciszka!!- zaśmiał się psychicznie. Tak jak w moim śnie. Każde słowo, każda litera, każde brzmienie. Co do cala. Wszystko takie samo...
- NIE!!!- pomyślałam- Nie będzie tak samo!! Nie pozwolę!!- przyśpieszyłam znacznie, by po chwili znaleźć się przed domem mojej przyjaciółki. Załomotałam nerwowo w drzwi, oglądając się przy tym cały czas za siebie. Szybciej Domi, SZYBCIEJ!! Słyszę go!! Jest coraz bliżej! Nagle drzwi się otworzyły. Wpadłam do środka mijając zdziwioną i chyba jeszcze trochę zdenerwowaną przyjaciółkę po czym zamknęłam drzwi na wszelkie, możliwe sposoby.
- Rachel co się stało?- spojrzałam na nią przerażona. Nie wytrzymałam już i zaczęłam płakać- Już spokojnie. Nie płacz- przytuliła mnie.
- D-Domi- spojrzałam na nią zapłakana- Obiecaj mi coś.
- Co takiego? Wiesz, że możesz mnie prosić o wszystko- odparła zdeterminowana.
- Nie wpuszczaj tu nikogo, dobrze?
- No...dobrze...- była mocno zdziwiona i zdezorientowana. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Domi!! Skarbie!! To ja!!- krzyknął mój brat.
- Idź sobie!!!! Nie będę z tobą gadać!!!- wrzasnęła. Chwila...to może się udać!!! Tak trzymaj Domi!!
-------------------------------------------------
Okej wiem, że jestem zua kończąc w takim momencie, ale chciałam podtrzymać to napięcie XD Kolejny rozdział pojawi się już nie długo. Bajo!! ;33
# Potter ;33
środa, 23 września 2015
piątek, 18 września 2015
"Rozstrzęsiona" by Venus
- Znowu się spotykamy - przejechał palcem po moim ramieniu.
- Idź sobie - podkuliłam nogi pod brodę.
- Najpierw mnie wysłuchasz - jedyne co mogłam dostrzec w ciemności przed sobą to zarys jego sylwetki. - Jesteś sama...
- Nie jestem - przerwałam mu.
- Oh, serio? - zaśmiał się. - Nie ma już twojego przyszywanego braciszka, ale ciekawe, dlaczego? Ah, już pamiętam. Przez ciebie.
- Kłamiesz - spuściłam wzrok.
- Ja kłamać? To nie moja rola. Wszyscy których kochałaś nie żyją. I to tylko twoja wina.
- N-nie - wyjąkałam.
- Tak i ty wiesz to najlepiej. Nie jesteś normalna. Jesteś niezwykła. Jesteś...
- Skończ - podniosłam głowę patrząc na niego ze łzami w oczach.
- Jestem tu żeby ci pomóc.
- Chcesz mnie wykorzystać - odwróciłam głowę i zaczęłam patrzeć na ścianę obok.
- Chcę, abyś dołączyła do mnie. Będziesz miała wszystko co sobie zażyczysz, ale pod jednym prostym warunkiem...
- Jakim? - wróciłam do niego wzrokiem.
- Będziesz robić to w czym jesteś najlepsza.
- Czyli? - usłyszałam jego śmiech. - O co ci chodzi?
- Zabijać.
- Nie zgadzam się.
- Dlaczego? Do tego zostałaś stworzona, to twoje...
- To nie jest moje przeznaczenie - ponownie mu przerwałam.
- Jest, wiem ile to ci sprawia przyjemności. Bronisz się przed sobą.
Chyba miał rację. Podobało mi się to, ale równocześnie wiem, że robiłam źle... nawet bardzo źle....
- Pozwól mi ciebie poprowadzić przez świat - wyciągnął do mnie rękę.
- J-ja... nie mogę - spojrzałam w górę.
- Ależ oczywiście, że możesz. Chodź ze mną.
Ja wiem, że on jest zły. Będzie mi kazał zabijać, ale tymczasem nie mam nikogo... wyjęłam nóż, ten sam, który wbiłam mojemu przyszywanemu bratu w brzuch. Należał do niego... no właśnie, należał. To co się stało to był wypadek... ehh. Nie chcę być potworem... chcę być taka jak inni - normalna. Wiem, to słowo jest kłamstwem, bo nikt nie jest normalny. Każdy ma swoje wady - większe bądź mniejsze. Ja mam dużą... raz to zrobiłam i już się od tego nie uwolnię. Kiedyś będę musiała to powtórzyć wbrew mojej woli. Spojrzałam na jego twarz okrytą mrokiem. Wywoływał u mnie strach, jednak... wydał mi się bliski. Zostałam sama - miał rację. Jest zły, to fakt, ale sama nie jestem lepsza. Do tego był bardzo przekonywujący. Moje stanowcze "nie" przekształciło się w wahanie. Ścisnęłam nóż w prawej dłoni. Po chwili otworzyłam rękę i schowałam go do kieszeni. Na poprzednim miejscu ostrza, utworzyła się niewielka rana, teraz już blizna. Nie zapomnę tego dnia, w którym popełniłam błąd, dzięki niej.
- Zgadzam się - podałam mu rękę, a on pomógł mi wstać.
- Wiedziałem, że się zgodzisz - na jego twarzy pojawił się uśmiech. - A teraz chodź czeka nas wiele pracy.
- Idź sobie - podkuliłam nogi pod brodę.
- Najpierw mnie wysłuchasz - jedyne co mogłam dostrzec w ciemności przed sobą to zarys jego sylwetki. - Jesteś sama...
- Nie jestem - przerwałam mu.
- Oh, serio? - zaśmiał się. - Nie ma już twojego przyszywanego braciszka, ale ciekawe, dlaczego? Ah, już pamiętam. Przez ciebie.
- Kłamiesz - spuściłam wzrok.
- Ja kłamać? To nie moja rola. Wszyscy których kochałaś nie żyją. I to tylko twoja wina.
- N-nie - wyjąkałam.
- Tak i ty wiesz to najlepiej. Nie jesteś normalna. Jesteś niezwykła. Jesteś...
- Skończ - podniosłam głowę patrząc na niego ze łzami w oczach.
- Jestem tu żeby ci pomóc.
- Chcesz mnie wykorzystać - odwróciłam głowę i zaczęłam patrzeć na ścianę obok.
- Chcę, abyś dołączyła do mnie. Będziesz miała wszystko co sobie zażyczysz, ale pod jednym prostym warunkiem...
- Jakim? - wróciłam do niego wzrokiem.
- Będziesz robić to w czym jesteś najlepsza.
- Czyli? - usłyszałam jego śmiech. - O co ci chodzi?
- Zabijać.
- Nie zgadzam się.
- Dlaczego? Do tego zostałaś stworzona, to twoje...
- To nie jest moje przeznaczenie - ponownie mu przerwałam.
- Jest, wiem ile to ci sprawia przyjemności. Bronisz się przed sobą.
Chyba miał rację. Podobało mi się to, ale równocześnie wiem, że robiłam źle... nawet bardzo źle....
- Pozwól mi ciebie poprowadzić przez świat - wyciągnął do mnie rękę.
- J-ja... nie mogę - spojrzałam w górę.
- Ależ oczywiście, że możesz. Chodź ze mną.
Ja wiem, że on jest zły. Będzie mi kazał zabijać, ale tymczasem nie mam nikogo... wyjęłam nóż, ten sam, który wbiłam mojemu przyszywanemu bratu w brzuch. Należał do niego... no właśnie, należał. To co się stało to był wypadek... ehh. Nie chcę być potworem... chcę być taka jak inni - normalna. Wiem, to słowo jest kłamstwem, bo nikt nie jest normalny. Każdy ma swoje wady - większe bądź mniejsze. Ja mam dużą... raz to zrobiłam i już się od tego nie uwolnię. Kiedyś będę musiała to powtórzyć wbrew mojej woli. Spojrzałam na jego twarz okrytą mrokiem. Wywoływał u mnie strach, jednak... wydał mi się bliski. Zostałam sama - miał rację. Jest zły, to fakt, ale sama nie jestem lepsza. Do tego był bardzo przekonywujący. Moje stanowcze "nie" przekształciło się w wahanie. Ścisnęłam nóż w prawej dłoni. Po chwili otworzyłam rękę i schowałam go do kieszeni. Na poprzednim miejscu ostrza, utworzyła się niewielka rana, teraz już blizna. Nie zapomnę tego dnia, w którym popełniłam błąd, dzięki niej.
- Zgadzam się - podałam mu rękę, a on pomógł mi wstać.
- Wiedziałem, że się zgodzisz - na jego twarzy pojawił się uśmiech. - A teraz chodź czeka nas wiele pracy.
♤♤♤
Leci kolejny one shot (wszystkie one shoty, które napiszę będą łączyć się w jedną historię, tyle, że to nie będą kolejno ułożone wydarzenia z życia, lecz wymieszane). W następnym "rozdziale" poznacie imię głównej bohaterki i martwego brata z rodziny zastępczej.
Pozdrawiam.
// Vєηυѕ
środa, 16 września 2015
"Psychic- don't want" czyli opko by Potter ;33
Gdy pierwsze promyki słońca nieśmiało wyjrzały zza horyzontu, do niewielkiego lasku wbiegła pewna dziewczyna. Była wysoką szatynką o jasnoniebieskich oczach. Uciekając przed swym starszym bratem dobiegła do lasu. To nie była jego wina, ale i tak się bała. On był nieprzewidywalny.
- Rachel! Chodź do braciszka!- do jej uszu dobiegł głośny, psychiczny śmiech jej rodzonego brata. Przyśpieszyła znacznie. Bała się go, mimo że bardzo ją kochał. Kiedyś myślała, że po czasie mu to przejdzie. Zwykle kończyło się tylko na kilku nacięciach. Czasami też ją poparzył. Ale dzisiaj, gdy na jej oczach zabił ich mamę wszystko się zmieniło. Po chwili męczącego biegu znalazła się przed domem swojej przyjaciółki i dziewczyny swojego brata. Zapukała szybko, by za chwilę siedzieć na skórzanej kanapie obok Domi- wcześniej wspomnianej przyjaciółki.
- O-On oszalał- tylko tyle zdołała wydusić. W tym momencie rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Domi! Otwórz mi!- zaczął krzyczeć.
- Poczekaj tu na mnie- Domi mocno przytuliła Rachel, po czym wstała i poszła w stronę drzwi.
- Domi nie! On cię zabije!- wyszeptała przez łzy przerażona Rachel. Domi zignorowała jej ostrzeżenie i powoli otworzyła drzwi.
- Cześć Domi. Jest u ciebie Rachel?- spytał patrząc na ukochaną oczami przepełnionymi szaleństwem.
- Jest...- rzuciła krótko.
- Och. Co za szczęście- gdy chciał wejść do środka, Domi zagrodziła mu drogę.
- ... ale biorąc pod uwagę twój stan, śmiem twierdzić, że na razie nie jesteś skory do normalnej rozmowy- odsunęła go lekko od drzwi.
- Ja? Ja jestem przecież normalny.
- Od kiedy czarne, przepełnione szaleństwem oczy są normalne?
- Wpuść mnie- zaczął się niecierpliwić.
- Nie.
- Natychmiast!!- złapał ją za gardło, a wyraz jego twarzy przeobraził się w furię i wściekłość.
- Domi!! Nie!! Zostaw ją!!!- wrzasnęła Rachel podbiegając do nich. Z całej siły starała się go odepchnąć, ale był silniejszy.
- Sister- puścił Domi, która upadła półprzytomna na ziemię i spojrzał na siostrę.
- Nie rób jej krzywdy!! To przecież twoja dziewczyna!!
- Nie chciała mnie zaprowadzić do mojej ukochanej siostrzyczki, więc ma karę- uśmiechnął się psychicznie i wyjął nóż. Rachel stanęła w pozycji obronnej przed Domi.
- Jeżeli chcesz zabić ją to najpierw musisz zabić mnie!!- wrzasnęła.
- Nie ma problemu- po tych słowach uderzył siostrę bardzo mocno. Upadła nieprzytomna na ziemię, a Jackson wziął ją na ręce i wyszedł z domu.
------------------------------------------------------------------
Hej ;33 To moje pierwsze opko nie o Fnafie więc błagam o wyrozumiałość XD Mam nadzieję, że prolog nie jest za krótki. 1 rozdział ujrzycie już niedługo. Śledźcie nas na bieżąco. Pa ;33
# Potter ;33
- Rachel! Chodź do braciszka!- do jej uszu dobiegł głośny, psychiczny śmiech jej rodzonego brata. Przyśpieszyła znacznie. Bała się go, mimo że bardzo ją kochał. Kiedyś myślała, że po czasie mu to przejdzie. Zwykle kończyło się tylko na kilku nacięciach. Czasami też ją poparzył. Ale dzisiaj, gdy na jej oczach zabił ich mamę wszystko się zmieniło. Po chwili męczącego biegu znalazła się przed domem swojej przyjaciółki i dziewczyny swojego brata. Zapukała szybko, by za chwilę siedzieć na skórzanej kanapie obok Domi- wcześniej wspomnianej przyjaciółki.
- O-On oszalał- tylko tyle zdołała wydusić. W tym momencie rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Domi! Otwórz mi!- zaczął krzyczeć.
- Poczekaj tu na mnie- Domi mocno przytuliła Rachel, po czym wstała i poszła w stronę drzwi.
- Domi nie! On cię zabije!- wyszeptała przez łzy przerażona Rachel. Domi zignorowała jej ostrzeżenie i powoli otworzyła drzwi.
- Cześć Domi. Jest u ciebie Rachel?- spytał patrząc na ukochaną oczami przepełnionymi szaleństwem.
- Jest...- rzuciła krótko.
- Och. Co za szczęście- gdy chciał wejść do środka, Domi zagrodziła mu drogę.
- ... ale biorąc pod uwagę twój stan, śmiem twierdzić, że na razie nie jesteś skory do normalnej rozmowy- odsunęła go lekko od drzwi.
- Ja? Ja jestem przecież normalny.
- Od kiedy czarne, przepełnione szaleństwem oczy są normalne?
- Wpuść mnie- zaczął się niecierpliwić.
- Nie.
- Natychmiast!!- złapał ją za gardło, a wyraz jego twarzy przeobraził się w furię i wściekłość.
- Domi!! Nie!! Zostaw ją!!!- wrzasnęła Rachel podbiegając do nich. Z całej siły starała się go odepchnąć, ale był silniejszy.
- Sister- puścił Domi, która upadła półprzytomna na ziemię i spojrzał na siostrę.
- Nie rób jej krzywdy!! To przecież twoja dziewczyna!!
- Nie chciała mnie zaprowadzić do mojej ukochanej siostrzyczki, więc ma karę- uśmiechnął się psychicznie i wyjął nóż. Rachel stanęła w pozycji obronnej przed Domi.
- Jeżeli chcesz zabić ją to najpierw musisz zabić mnie!!- wrzasnęła.
- Nie ma problemu- po tych słowach uderzył siostrę bardzo mocno. Upadła nieprzytomna na ziemię, a Jackson wziął ją na ręce i wyszedł z domu.
------------------------------------------------------------------
Hej ;33 To moje pierwsze opko nie o Fnafie więc błagam o wyrozumiałość XD Mam nadzieję, że prolog nie jest za krótki. 1 rozdział ujrzycie już niedługo. Śledźcie nas na bieżąco. Pa ;33
# Potter ;33
wtorek, 15 września 2015
"Niespokojna" by Venus
- Zaczekaj! - wrzasnęłam.
Ruszyłam za nim w drogę. Skierował się wgłąb lasu. Wpatrzony w księżyc, niczym jego ostatnią nadzieję, podążał nieznanym szlakiem. To nie była jego wina. Szłam za nim... musiałam. Nic z tym nie zrobiłam, a nawet mu pomogłam. Mamy na rękach krew, jej krew. Nie mam sumienia, ale będzie mnie to dręczyć do mych ostatnich dni. Nie patrzę w niebo, nie jestem tego warta by podnieść głowę. Patrzę w dół, na jego kroki. Mimo wszystko, podążam za nim, winna. Nie wiem, co chce zrobić. Krzyk, płacz, bliskość jest teraz dla niego niczym. Otacza go kopuła bólu, a ja mogę jedynie za nim iść w nadziei. Pośród drzew wydaje mi się, że słyszę jej echo. Oszalałam tak jak on? Może to prawda? Jednak idę dalej. Chcę cofnąć czas. Pierwszy raz poczułam strach. Tak, to uczucie jednak istnieje. Mój nerwowy wzrok przeskakiwał z miejsca na miejsce. Nogi uginały się pode mną odmawiając posłuszeństwa. Z trudem brnęłam do przodu. Nie zostawię go. Nie mogę. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie światła. Chciałam biec, nie mogłam. Ucieczka to nie wyjście, lecz teraz się boję. Tak, boję. Wyrównałam z nim krok, patrząc co jakiś czas za siebie. Dotarliśmy na polane. Patrzył w księżyc, a z oczu poleciały mu łzy. Chciałam go zabrać do domu, ale zobaczyłam JĄ. Jej blada postać zbliżała się do niego. To koniec. Nie mogłam się nawet odwrócić. ONA chce zemsty za siostrę. Była coraz bliżej, muszę go obronić! Nie mogę... jestem za słaba... On natomiast stał dalej patrząc tępo przed siebie. ONA uśmiechnęła się do mnie wrednie, wiedziała, że nie jestem w stanie nic zrobić. Wyjęła nóż z jego kieszeni i pokierowała w miejsce serca. W tym momencie zaszkliły mi się oczy. Pchnęła go, powoli, zadając mi psychiczny ból. Upadłam na ziemię, dalej patrząc na tą scenę. Zniknęła. Z trudem się podniosłam I podeszłam do brata. Był zimny. Księżyc zniknął z nieba, a pierwsze promienie słońca padły na martwe ciało. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się, kurczowo przytulając brata. Nie mam po co żyć... dla kogo żyć...
Otworzyłam oczy z trudem oddychając. Na szczęście... żyją...
- Wszystko dobrze? - dotknął mojego czoła.
- Tak... - wyszeptałam i się do niego przytuliłam. - Jak dobrze, że was mam - spojrzałam na przyjaciółkę, a potem na słońce za oknem. Nienawidzę siebie.
Ruszyłam za nim w drogę. Skierował się wgłąb lasu. Wpatrzony w księżyc, niczym jego ostatnią nadzieję, podążał nieznanym szlakiem. To nie była jego wina. Szłam za nim... musiałam. Nic z tym nie zrobiłam, a nawet mu pomogłam. Mamy na rękach krew, jej krew. Nie mam sumienia, ale będzie mnie to dręczyć do mych ostatnich dni. Nie patrzę w niebo, nie jestem tego warta by podnieść głowę. Patrzę w dół, na jego kroki. Mimo wszystko, podążam za nim, winna. Nie wiem, co chce zrobić. Krzyk, płacz, bliskość jest teraz dla niego niczym. Otacza go kopuła bólu, a ja mogę jedynie za nim iść w nadziei. Pośród drzew wydaje mi się, że słyszę jej echo. Oszalałam tak jak on? Może to prawda? Jednak idę dalej. Chcę cofnąć czas. Pierwszy raz poczułam strach. Tak, to uczucie jednak istnieje. Mój nerwowy wzrok przeskakiwał z miejsca na miejsce. Nogi uginały się pode mną odmawiając posłuszeństwa. Z trudem brnęłam do przodu. Nie zostawię go. Nie mogę. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie światła. Chciałam biec, nie mogłam. Ucieczka to nie wyjście, lecz teraz się boję. Tak, boję. Wyrównałam z nim krok, patrząc co jakiś czas za siebie. Dotarliśmy na polane. Patrzył w księżyc, a z oczu poleciały mu łzy. Chciałam go zabrać do domu, ale zobaczyłam JĄ. Jej blada postać zbliżała się do niego. To koniec. Nie mogłam się nawet odwrócić. ONA chce zemsty za siostrę. Była coraz bliżej, muszę go obronić! Nie mogę... jestem za słaba... On natomiast stał dalej patrząc tępo przed siebie. ONA uśmiechnęła się do mnie wrednie, wiedziała, że nie jestem w stanie nic zrobić. Wyjęła nóż z jego kieszeni i pokierowała w miejsce serca. W tym momencie zaszkliły mi się oczy. Pchnęła go, powoli, zadając mi psychiczny ból. Upadłam na ziemię, dalej patrząc na tą scenę. Zniknęła. Z trudem się podniosłam I podeszłam do brata. Był zimny. Księżyc zniknął z nieba, a pierwsze promienie słońca padły na martwe ciało. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się, kurczowo przytulając brata. Nie mam po co żyć... dla kogo żyć...
Otworzyłam oczy z trudem oddychając. Na szczęście... żyją...
- Wszystko dobrze? - dotknął mojego czoła.
- Tak... - wyszeptałam i się do niego przytuliłam. - Jak dobrze, że was mam - spojrzałam na przyjaciółkę, a potem na słońce za oknem. Nienawidzę siebie.
♤♤♤
Pierwszy one shot już za mną. Nie jest jakiś świetny (przynajmniej ja tak uważam, że stać mnie na więcej), ale jest.
// Vєηυѕ
niedziela, 13 września 2015
Witamy!! :)
Cześć, cześć! ;3 Wita was serdecznie Potter razem z Venus i Kate ;33 A to co widzicie to...nie wiem co XD Postanowiłam po prostu założyć bloga, na którego będę wrzucać One Shoty, historyjki, może od czasu do czasu jakąś teorię itp. A, że nie chciałam pisać sama postanowiłam zaprosić do współpracy Kate i Venus ;33 Jest to mój pierwszy blog, którego będę z kimś dzielić, więc proszę o wyrozumiałość XD To tyle chciałam powiedzieć. Do zobaczenia niedługo.
#Potter ;33
#Potter ;33
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)